Logowanie
zapamiętaj mnie
 
Media
Tutaj jesteśmy
Dziuba na Windells Summer Ski Camp
data: 19.08.2010, autor: AnnaMaria

W lecie większość ludzi ujeżdża wielbłądy tudzież opycha się kuskusem i daktylami w Tunezji czy urywa film na Helu. Jednak dla niektórych lato to czas, kiedy mogą podciągnąć swoje narciarskie lub snowboardowe umiejetności. Jako, że jeszcze nigdy przedtem nie miałam okazji jeździć w sezonie letnim w parku, a zima pozostawiła ogromny niedosyt ze względu na zdecydowanie zbyt małą iliczbę dni, jaką spędziłam na nartach (całe 12!), postanowiłam zrobić wszystko co w mojej mocy by móc gdziekolwiek pośmigać w sezonie letnim.

Zapewne wiele osób słyszało już o słynnym Windells Summer Ski Camp znajdujący się w stanie Oregon w US and A. Jest to letnia miejscówka najlepszych riderów, którzy co roku przyjeżdżają do Mt Hood by jeździć w tymże parku. W tym  roku pojawili się m.in.: Tanner Hall, Tom Wallisch, Sammy Carlson, Nick Martini, Dane Tudor, Henrik Harlaut, Phil Casabon, LJ Strenio, Ian Campton, Keri Herman, Anna Segal i wielu wielu innych. Coachami byli zaś tacy riderzy jak: Will Wesson, Nick Martini, Liam Downey, Andy Parry, Parker White, Mike Hornbeck, Ben Moxham, Ashley Battersby, Dania Assaly i inni.

 



Camp istotnie różni się od tych w Europie. Park nie jest ogólnodostępny - nie oznacza to też że jest otoczony drutem kolczastym czy tym podobnymi zabezpieczeniami - po prostu coachowie i szejperzy wiedzą doskonale, kto może jeździć w parku, więc każda osoba z zewnątrz jest natychmiast wychwytywana i wypraszana. Oprócz tego każdy musi posiadać przepustkę.
Park jest codziennie perfekcyjnie przygotowany. Co więcej ok. 12.00 jest krótka przerwa na ponowne wygładzenie wszystkich skoczni i przeszkód, co pozwala spokojnie jeździć nawet do 15.00! Setup zmienia się co turnus, więc ciężko jest go dokładnie opisać. Nieodzownym elementem każdego turnusu jest pajp, airbag, skocznie różnego rozmiaru (5-20m), dwa prywatne mini wyciągi parkowe (rope tows), jibpark i parę innych rzeczy.
Na terenie campu, który oddalony jest jakieś 30 minut drogi od snowparku, uczestnicy mają do dyspozycji 3 skateparki (w tym jeden kryty), 2 batuty, basen z gąbkami, dry slope z boxami i railami, dry slope airbag, dirtowe skocznie, a oprócz tego pokój gier, skateshop, oraz demo lab, gdzie uczestnicy mogą testować przyszłoroczny sprzęt. W obozie uczestniczą osoby w wieku od 14 do 25 lat, ale i tak każdy znajdzie coś dla siebie. Rafting, paintball to tylko niektóre z dodatkowych rozrywek. Animatorzy organizując mnóstwo ciekawych gier i zabaw dbają o to by najmłodsi nigdy się nie nudzili.
Szkolenie narciarskie odbywa się w niewielkich grupach o różnym stopniu zaawansowania. Dla przykładu grupa Andiego Parry o poziomie średnio zaawansowanym robiła niesamowite postępy doskonaląc cork7 czy cork9. Rzecz jasna video coaching jest nieodzownym elementem każdego szkolenia. Coachowie poświęcają mnóstwo uwagi uczestnikom, co owocuje ich niesamowitym progresem.
Prywatny park z najlepszymi freeskierami i snowboardzistami na świecie, codziennie lampa i bezwietrzna pogoda... czegoż chcieć więcej?
Niestety coś za coś. Turnus Windells Camp (6 dni jazdy) kosztuje blisko 2 000 $ czyli jakieś 6 kafli. Mimo tak wysokiej ceny, chętnych nie brakuje. Wszystkie daty były zapełnione co do ostatniego miejsca, a najciekawsze turnusy czyli trzeci czwarty i piąty, były po brzegi zapełnione już na ponad pół roku przed wakacjami.

Oczywiście nie wykupiłam sobie czterech turnusów za 8 000$. Miałam niesamowite szczęście, gdyż zostałam tam zaproszona przez Line Skis US. Otrzymałam 'sponsor pass', który umożliwił mi korzystanie ze wszystkiego, co oferuje Windells Camp - rzecz jasna w granicach rozsądku :) Jak się okazało owy pro pass jest bardzo pożądany wśród wszystkich freeskierów na całym świecie. Sponsorzy przyznają je swoim riderom w większości jedynie na kilka dni. Jako riderka Line Skis mogłam uczestniczyć w tylu turnusach ile mi się podobało. Jednak pro pass na wszystkie turnusy był dość zobowiązujący. Poziom freeskiingu w USA jest niesamowicie wysoki w porównaniu do Europy, a co dopiero Polski... na początku czułam się zbyt skrępowana by czegokolwiek spróbować. Nie byłam uczestniczką capu, tylko zaproszoną riderką na takich samych zasadach jak Henrik Harlaut czy Max Hill. Trochę czasu zajęło, zanim zdołałam do tego przywyknąć. Na szczęście udało mi się w końcu przezwyciężyć tremę i pocisnąć progress na tyle by wrócić z ogromnym bananem na japce. Myślę, że będzie już z czym wystartować na PFO czy AFO.
W przeciągu miesiąca spotkałam multum(!) wspaniałych ludzi. Dzięki managerowi Line'a miałam też okazję poznać Annę Segal, Toma Wallischa, któremu jestem ogromnie wdzięczna za pokazanie kilku sztuczek w pipie czy Erica Pollarda, który bardzo miło wspominał Marka Dońca i Wzorowego i przesyła im pozdrowienia:). Ogólnie wiele wiele wiele się działo, a szczegóły i więcej zdjęć znajdziecie na moim blogu pannadziuba.wordpress.com.
Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem Mt Hood. Myślę, że pobyt tam dał mi niesamowicie wiele pod każdym względem. Jestem przekonana, że jest to najlepsza rzecz, jaka mi się przytrafiła do tej pory.
Dziuba

 


<< powrót
Komentarze
23-08-10 11:50:48 michas
siiiiick!

Dodaj komentarz

Jeśli posiadsz konto na ski2die.pl to się zaloguj. Jeżeli jeszcze nie masz, a chcesz mieć, to już teraz może się zarejestrować.
Newsletter
Na skróty
Ankieta
Jaka będzie w tym roku zima?
Zima 100 - lecia. 15 metrów śniegu i jazda do czerwca!
Będzie dobrze. Zacznie się w grudniu i potrwa do maja.
Pewnie coś spadnie.
© 2003-10 Ski2Die. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Concept: LeSki&SanczO
Design: SanczO